wtorek, 12 marca 2013

Lecę do USA!!!

Jestem proszę Państwa niemożliwa. Zmieniam zdanie częściej niż skarpetki.
Otóż wyobraźcie sobie, że jednak się zdecydowałam na Au Pair w USA!
Decyzja podjęta, umowa podpisana, opłata uiszczona - odwrotu NIE MA!
I wiecie co ? i na reszcie poczułam ulgę! Tak, ulgę, pomimo strachu przed nowy światem i wyjazdem w nieznane, ulgę, że w końcu mam plan na życie! Plan może krótkoterminowy, ale chyba nie warto wybiegać o 5 lat w przód mając ich zaledwie 23 na liczniku.
Raz się żyje przecież i to życie trzeba łapać pełnymi garściami póki jeszcze można! Później już mogę nigdy nie mieć możliwości zwiedzenia Ameryki, także zaryzykowałam mimo ogromnej ilości obaw i lęków.
Najwyżej nie wyjdzie, najwyżej wrócę. Co zobaczę i poznam, to moje. Doświadczenia są w końcu bezcenne - za całą resztę zapłacisz kartą MasterCard ;-)

Dziś z tej okazji odbył się wielki wyścig po różnego rodzajach urzędach i instytucjach w celu kompletowania dokumentów niezbędnych do wyjazdu. I tu pojawia się miła niespodzianka. Byłam w 3 różnych urzędach i w każdym zostałam przyjęta z uśmiechem i niewymuszoną chęcią pomocy petentowi. Jestem zachwycona i odzyskuję wiarę w ludzi!!!! Załatwiłam między innymi paszport, prawo jazdy międzynarodowe i zaświadczenie o niekaralności w dosłownie 2-3 godziny, bez kolejek i zbywania mnie od okienka do okienka.

Podliczać kosztów tylko nie będę, żeby się nie stresować...

Także w okolicach późnego lata powinnam rozpocząć swoją jak do tej pory największą przygodę życia!
Na samą myśl skręca mi się żołądek i ciężko wyczuć czy bardziej z podniecenia i podekscytowania czy ze stresu i obaw ;-)


Trzymajcie kciuki abym pomyślnie przeszła proces rekrutacji i finalizacji wyjazdu.

Jak zwykle zachęcam także do pozostawienia śladu na moim blogu w postaci komentarza - sprawi mi to ogromną radość!

Z gorącymi pozdrowieniami, na przekór upartej zimie za moim oknem,
Monika.

sobota, 9 marca 2013

Po raz drugi.

Witajcie ponownie!

Gdybym tą notkę pisała przed południem pewnie by brzmiała tak :

"TAK! ZROBIŁAM TO! ROZPOCZĘŁAM SWÓJ PROCES APLIKACYJNY NA SPĘDZENIE ROKU W USA JAKO AU PAIR!!!!"

... niestety, jest 17:08 dokładnie w momencie gdy to piszę i... i już tego entuzjazmu brak.
Ale żeby nie było luk w mojej opowieści należy zacząć od czwartku kiedy to wykonałam magiczny telefon do biura zajmującego się koordynacją i załatwianiem programów au pair. W rezultacie po około godzinnej rozmowie, dumna, że W KOŃCU coś postanowiłam, w odpowiedzi otrzymałam maila ze wstępnymi informacjami, testem psychologicznym i jakimś innym jeszcze dokumentem do wypełnienia i odesłania. Problemy zaczęły się już przy owym teście psychologicznym... otóż wyobraźcie sobie, że nie zostałam zakwalifikowana! :D nawet mnie to rozbawiło na początku, ale już chwilę później zwyczajnie mnie to zirytowało. Na boga, czy jestem psychopatką?! Nieskromnie powiem, że uważam się za dobrą kandydatkę na nianię i bynajmniej nie jestem osamotniona w tym przekonaniu! Co można się dowiedzieć poprzez 75 potwornie tendencyjnych pytań o człowieku ? Na pewno nie to, czy dobrze zajmie się czyimiś dziećmi... dodam tylko, choć może i nie powinnam, że oczywiście wraz z informacją zwrotną, że test jest niezaliczony, dostałam także informację, aby wykonać go ponownie, wypoczęta, zwracając szczególną uwagę na pytania od.. do..
Taki właśnie pełen sensu i niezwykle miarodajny jest ten test!
Już wtedy zaczęłam mieć obawy, że to wszystko jakaś wielka lipa, a świat daje mi sygnały, żebym sobie darowała ten pomysł. No ale postanowiłam nie poddawać się tak łatwo i ponownie podejść do "testu". Wyników jeszcze nie mam, czy jestem psychopatką, ale ujrzałam kolejne światło na aupairowanie.
Zupełnie przypadkiem trafiłam na dwa kolejne z długiej listy blogi au pairek. Oba były smutnymi historiami o niespełnionych marzeniach, a nawet upokorzeniach i smutnych powrotach do PL bez tego, po co się jechało do USA - niesamowitego roku w USA pełnym nowych przygód, pozytywnych doświadczeń i niesamowitych chwil. Potem się okazało, że jest więcej takich blogów, w których owe au pairowanie jest pokazane bardziej realistycznie i mniej wyidealizowanie. Wtedy uświadomiłam sobie, że jest to ogromna loteria. Nie jesteś w stanie przewidzieć zarówno czy host rodzina będzie Ci odpowiadać (z wzajemnością), a także czy chociażby Twoja opiekunka na miejscu okaże się być pomocna w razie jakichkolwiek problemów. Bo gdy nie, to zostajemy zupełnie sami w totalnie obcym nam środowisku ze sporym problemem.
Może i jestem pesymistką, możecie myśleć w tej kwestii co chcecie, ale na pewno daleka jestem od takiego ryzyka i powierzenia swojego roku totalnej loterii, bo w razie kłopotów za daleko jestem od znanego mi świata i osób, które mogą mi pomóc.
Chyba idę po najprostszej linii oporu. Nie wiem czy to z lenistwa, czy z braku odwagi i roztrząsać tego nie ma sensu. Tak czy siak, chwilowo na tapecie UK wraca do łask.
Nie lubię siebie za ten brak odwagi i za mało ryzykowny styl życia, ale też jakoś motywacji do zmiany tego brak. Chyba pogodziłam się z tym jaka jestem, ale denerwuje mnie, że mimo całego świata stojącego przede mną otworem mówię sobie - to nie dla Ciebie. Zamykam sobie wszystkie swoje możliwości z braku odwagi - smutne, prawda ?
Ale wracając do UK:
Jeszcze nie wiem w jakim charakterze tam wyjadę, czy jako niania, czy też znajdę jakiś inny pomysł na siebie, a może wymyślę jeszcze inny kraj, ale tak czy siak cieszę się, że mam tę opcję w zanadrzu, żeby w ogóle tam wyjechać,( którą dodatkowo wspiera pewna Pani P., którą z tego miejsca serdecznie pozdrawiam!)
Ależ bym chciała, aby ktoś za mnie podjął te życiowe decyzje...
Tyle na dziś.
Wybaczcie za styl i błędy - jestem tylko marnym umysłem ścisłym i do mickiewiczowskiego polotu mi daleko ;-)

Jeśli jednak mimo wszystko jesteście ciekawi gdzie Monię przekorny los pokieruje, to serdecznie zapraszam ponownie. Będę informować Was o swoich postępach i przemyśleniach, przynajmniej do czasu emigracji (gdziekolwiek ona by nie była), a jeśli będzie zainteresowanie to i dłużej!
Widzę, że parę osób tu zawitało i tu moja gorąca prośbą : będzie mi ogromnie miło, jak pozostawicie po sobie jakiś ślad np w postaci komentarza. Sprawi mi to ogromną radość, a i będę wiedzieć, że nie trafiam w próżnię...
Pozdrawiam was Wszystkich serdecznie i życzę WIOSNY!
(Po cichy marzę, że to ona otworzy przede mną nowe możliwości i pomoże zdecydować o tym co chcę zrobić ze swoim życiem!)