wtorek, 19 lutego 2013

Po raz pierwszy.



Witajcie! :-)




Blog spontaniczny, choć mam nadzieję nie na krótką chwilę.

Ale zacznijmy od początku...

Na imię mi Monika, liczę sobie 23 wiosen i od dłuższego czasu nosiłam się z zamiarem dzielenia się własnymi przemyśleniami, troskami i osiągnięciami. Moment nie jest przypadkowy, gdyż znajduję się w tym trudnym momencie życia, jakim jest koniec edukacji i ostateczne wkroczenie w dorosłość. Kończę powoli (byle do końca...) swoją jakże bujną przygodę z edukacją na etapie studiów licencjackich i oczywiście powstaje pytanie CO DALEJ...?

Sytuacja moja jest o tyle nietypowa, że już od ponad roku mieszkam sama, jako ostatnia z najbliższej rodziny w Polsce. Siostra z rodziną wyemigrowała już 2 lata temu, Mama ponad rok, a ja zostałam sama jak ta sierotka Marysia aby wejść w posiadanie absolutnie bezwartościowego papierka zaświadczającego o moim wykształceniu wyższym. Moment ten zbliża się wielkimi krokami i trzeba by mieć jakiś plan na życie, na siebie...

Moją największą bolączką jest mój brak zdecydowania. Nie wiem czego chcę i strasznie mnie to irytuje... jak można nie wiedzieć czego się chce?! Otóż można. Wiem, że nie jestem wystarczająco dobra w profesji, którą właśnie studiuję, a szkoda, bo rynek IT jest obszerny, ciągle nienasycony i dobrze rozwinięty. Tak czy inaczej z tego względu tym tropem nie idę poszukując swojej drogi. Nie wykluczam, ale na pewno nie zaważy to na moich wyborach życiowych.

O przyszłości w Polsce nigdy nie myślałam. Zawsze byłam ciekawa świata i zbyt zdegustowana obecną sytuacją panującą w chwili obecnej w mojej Ojczyźnie, aby w ogóle brać to pod uwagę. Odkąd zostałam w kraju sama to już nie mogę doszukać się nawet najmniejszego, nawet najbardziej błahego powodu, który zatrzymał by mnie na miejscu. A więc padło na emigrację. Najprościej oczywiście by było dołączyć do rodziny, ale tamten kraj, kultura, a przede wszystkim język mi nie odpowiada. Zawsze marzyłam aby nauczyć się angielskiego do granic własnych możliwości, a w tamtym kraju tego nie dokonam, a dodatkowo będę borykać się z ogromnymi problemami językowymi na początku, gdyż musiała bym się go uczyć od podstaw. Z moim lenistwem i nastawieniem - zwyczajnie mi się nie chce. Za to doszlifować Angielski do perfekcji - oj tak, bardzo proszę!

Plan A, jak.. Australia!

Moim marzeniem od dłuższego czasu była Australia. Przez wiele miesięcy dość skrupulatnie śledziłam wszelkie możliwe drogi osiedlenia się w tamtym raju na Ziemi. Niestety, to czego się dowiedziałam bynajmniej nie nastawiło mnie optymistycznie na tą perspektywę. Emigracja do Australii jest niebywale kosztowna, długotrwała i trudna (przynajmniej w mojej obecnej sytuacji niedoświadczonego w żadnej pracy, średnio wykształconego człowieka). Mogła bym, co prawda, polecieć tam na rok, maksymalnie dwa lata na wizie tzw "work & travel" korzystając z uprzejmości przodków, po których odziedziczyłam czerwony paszport, ale... no właśnie, tych "ale" zaczęło się mnożyć. Po pierwsze, nie wiem czy chcę się "pakować" w coś, co nie do końca ma szansę stać się "długoterminowym planem na życie". Zwyczajnie nie chcę mieć za rok czy dwa dylematu pt. "Jestem w Australii, jest cudownie, ale kończy mi się wiza i muszę znów czegoś szukać dla siebie". Wiem ile stresów i nieprzespanych nocy kosztuje mnie to teraz i zwyczajnie kolejny raz przez to przechodzić nie chcę. Po drugie, koszta wciąż są dość znaczne jak na studencką kieszeń, nie wspominając już o szalonej odległości, jak na samotną emigrację...

USA jako plan B.

Ten kraj rysował się przez wiele lat w mojej głowie jako kolorowa kraina mlekiem i miodem płynąca. Oczywiście złudzeń pozbyłam się już dawno, ale wciąż kusi i korci... Minusów i trudności do pokonania ma trochę mniej niż Australia, ale wciąż, póki nie wygram wizy w loterii lub nie zaciągnę do ołtarza jakiegoś przystojnego surfera z Kalifornii pozostaje tylko planem tymczasowym. Łatwość i znikome koszta wyjazdu do stanów na rok czy dwa jako au pair są jednak ogromnym plusem przeważającym szalę na korzyść USA, póki co.

Plan C jak... czy ja wiem? :P

Kolejna propozycja pałętająca się po mojej głowie to na pewno Anglia oraz reszta Wielkiej Brytanii. Tutaj plusy mnożą się dość szybko : mała odległość od rodziny, BRYTYJSKI AKCENT <3, który ubóstwiam wprost całym swoim sercem, niskie koszta i stosunkowa łatwość operacji pt "emigracja", spora ilość bliższych i dalszych znajomych/krewnych "na wyciągnięcie ręki". Ta opcja niestety mimo tylu zalet jakoś do mnie nie przemawia. Może to wynika z faktu, iż w Anglii już dwukrotnie byłam i jej zakosztowałam. Zakosztowałam także Angielskiej pogody, która odciąga mnie od tego planu chyba najbardziej...


Prześwituje mi gdzieś tam jeszcze pomiędzy wyżej wymienionymi planami Kanada, jednak nie wiele o niej wiem. A może powinnam powiedzieć, że nie wiem nic, bo poza umiejscowieniem na mapie, świadomością jaki język urzędowy jest tak używany, a także lakonicznym zapoznaniem się z klimatem nie wiem o tym kraju NIC. hmmm, może warto się czegoś dowiedzieć ? Ustalam sobie to jako cel na najbliższe dni.


Tak przedstawiają się moja za i przeciw planów na życie.


Czas nagli, ja z dnia na dzień czuję coraz większą niepewność, frustrację i presję, że powinnam mieć już jakiś plan! za 4 miesiące będę już po studiach, a "w mojej głowie kosmos" - jak śpiewa jeden z moich ulubionych zespołów.

Ale może to rozumowanie nie jest do końca dobre? Może powinnam nie zastanawiać się zbyt wiele, nie kreślić konkretnych planów na najbliższe 10 lat, tylko zobaczyć co mi życie przyniesie, a o problemy nie martwić się na zapas ?

Może to właśnie taki spontaniczny wyjazd na rok, czy dwa bez dalszych planów pomógł by mi odnaleźć czego tak na prawdę chcę od życia ?

W zasadzie jeśli podróżować i szukać sensu życia to kiedy jak nie teraz ?

Jedno jest pewne, NIENAWIDZĘ nie wiedzieć czego chcę. Jestem osobą o ścisłym umyśle, zazwyczaj patrzącą na świat zero-jedynkowo i taka nieznajomość jutra oraz niezdecydowanie mnie po prostu wykańcza psychicznie.

Stres jest dość spory, bo przecież tu nie chodzi o wybór liceum czy kierunku studiów. Tu już chodzi o coś poważniejszego i przed takim wyborem staję... po raz pierwszy.

Na chwilę obecną zaczynam załatwiać wyjazd au pair, aby mieć cokolwiek, ale bynajmniej przekonana co do tego pomysłu nie jestem...

Jeśli ktokolwiek tutaj dotrze chętnie wysłucham Waszych ZA i PRZECIW, a także wszelkich innych uwag. Może to właśnie Wy pomożecie mi podjąć decyzję ? ;-)

No to do następnego razu drodzy Internauci!



PS. Nie przypuszczałam, że będę aż tak niepewna i zagubiona na pierwszym większym skrzyżowaniu życiowy. Wy też tam macie/mieliście?


Na koniec żarcik na temat moich studiów, żeby nieco rozluźnić atmosferę ;-)